Stary,
jebię mnie kariera,
ja chcę tylko robić sztukę
A jak kiedyś mnie stanie to wypierdolę dźwi butem
Stary, kesera, kesera, ile razy już to mówię?
Stary, kesera, kesera, dopóki nie będę trupem
Jestem jebanym,
majkutym,
przygłupem,
debilem,
lamusem
Ale chociaż żyję się dobrze,
łączę te zwroty jak plusem z minusem
Kiedy wiem co mówię,
muzy,
mam zafobię,
już nie wpadam w melancholię
Jak mogę wpaść,
kiedy nie mogę wypaść,
żona mi gada,
że fajnie to składam
Nawijam,
wypadam,
ale kurwa przywał,
że się to kurwa tak z połowy życia
Nie nawijam nawet połowy, połowy, połowy życia
Wyszedłem z fullback, Bergkamp,
najbliższy siomak to Bergman
Chcę być jak Bergkamp,
bo już taki byłem za dziecka
Ale ja już nie chcę być taki,
jaki,
taki jestem teraz
Ostre teriaki, me wokale na ripperach
O,
fani najebane,
tak że nie ma czego zbierać Chyba,
że jak to pozbieram,
podwoi się
Fana bera, fana bera,
fana bera
Fana bera to nie teratera,
to dopiero seta,
pora pory na rapera
Tyle,
że rapera nie ma,
czekaj,
czekaj,
całe miasto,
czekaj,
czekaj,
całe stany
Mam wygiełbana na kosta jak Douglas,
Davidiego Costa
Raz na pół roku,
jedna byle zwrotka,
a pomimo tego gadasz jak tu jebnię
Trochę to śmieszne, to nawet nie riposta
Ja zaznaczam teren,
leję wam po kontach i po kockach,
jestem pacyfistą
Ale to mój teren,
jak zarobię milion,
postawię na siebie,
jak zarobię drugi,
postawię na ziele Jak zarobię siódmy,
to szósty mnie jebie,
jak się nie dorobię,
to nic się nie dzieje
Kolczyki ze złotem,
nie mój manteveres,
bo haram na haraz,
byleby nie odpadł mi czereb Na ciele się trzymam,
bo liczę na siebie,
na ciele chcę tak dużo tuszu i ciebie
Meczele raz duże,
raz więzienie z cerebą,
miewam ambice chwilowe jak lokka I miewam te,
co ciągle rosną,
tak jak bramki Pele
Na metro po pogrzebie,
dzisiaj to wszystko mnie jebie,
wcale dzisiaj wszystko mnie,
wcale wszystko mnie dziś jebie,
miał być refren, ale przeze mnie to jebie