To była izolda, smutniejsza od łez,
niebieska jak ziemi tło.
Jeszcze dziś wierny jej jest
nocą mój
cichy ***.
To była izolda, mądrzejsza niż ja,
wierniejsza niż noce złe.
Jak sadów różowa mgła
wiosną mi rozwiała się.
Potem był ktoś i krótkie lato i ten zachód słońca
ciągle nowy był dobry czas.
Nie wspominałem już swojej izoldy
kolorowej, dzisiaj widziałem ją.
Ta smutna, ta nieśmiała szara pani.
Czy to do mnie?
Przecież nie ja.
To czas okazał się tak nieżyczliwy dla niej.
To nie ona, widziałem ją.
Widziałem ją.
Widziałem ją.
To była izolda,
smutniejsza od łez,
niebieska jak ziemi tło.
Jeszcze dziś wierny jej jest
nocą mój
cichy ***.
To była izolda,
mądrzejsza niż ja,
wierniejsza niż noce złe.
Jak sadów różowa mgła
znikła mi
pośród drzew,
wiernie drzew.