Powoli trzła pałkonik z krajem w szosy,
Starego galambosza ciągnąć wóz,
W ten piękny auto trąbiąc w niebo głosy,
Przemknęło obok nich, zwijając kurz.
Ojcze! krzyknął szofer,
zdziwi mi się,
Że piechto jednak prędzej by się szło,
A stary mruknął, ej ty tam urwij się,
Patrz swego nosa, bo ci jutrze kto?
Wiok,
koniku,
a jak się postarasz,
Na kolację zajedziemy akurat,
To wiowsa nasypiemy zaraz,
A ja z miski smaczną zupę będę jadł,
A dla nich choć w godzinę kilometrów robią sto,
Ni zupy nie ma,
ni owsa,
wio,
koniku,
wio,
Wio,
koniku,
dla nich zimny garaż,
Nam się lepiej żyje,
mimo starych lat.
Spotkali znów samochód na zakręcie,
Stał w miejscu, wypluwając z rury ***,
A ów dowcipny szofer klnąc za wzięcie,
Schylony nad motorem dłubał w nim,
Galambosz dumnie spojrzał na nich z kozła,
Ej chłopcze! krzyknął przez zwiniętą dłoń,
Patrz, żeby ta Landara cię dowiozła,
Bo zawsze jednak to nie to, co koń,
Wiok,
koniku,
a jak się postarasz,
My zdążymy na kolację akurat,
To wiosa nasypiemy zaraz,
A ja z miski smaczną zupę będę jadł,
Niech oni na godzinę kilometrów robią sto,
Lecz my się za to nie psujemy,
Wio,
koniku,
wio,
wio,
koniku,
dla nich zimny garaż,
Nam jest lepiej,
choć ty stary,
a ja dziad.
Lecz kiedy wymęczony drogą koni,
Dobijał już do pierwszych wioski,
a
Z nienackaryk klaksonu ich dogonił,
Samochód śmignął obok tak jak wiatr,
I nagle tuż przed furką z Galamboszem,
Zatrzymał się jak gdyby w ziemię wróz,
I szofer wysiadł i dopiero proszę,
Zobaczył stary, kto prowadził wóz,
Wio,
koniku,
blisko już przystanek,
Już za chwilę smaczne sianko będziesz jeść,
Ten łobuziak to jest wnuk mój Janek,
A z nas jutro śmiać się będzie cała wiecz,
Bo widzisz stary,
my możemy gadać to czy sio,
Lecz motor zawsze nas wyprzedzi,
Wio,
koniku,
wio,
wio,
koniku,
Cieszmy się z przegranej,
Pięknie jest, gdy młodość śpiewa nową pieśń.