Zdenerwowany,
gdy słyszysz mnie w radio Zdeprymowany,
nie ma tam twojego audio
Łapię za gardło,
dooglądasz mnie w TV i nie dziwi mnie pak
Spójrza w kieszeniki,
że tak brzydzisz się mną i szyjesz ze mnie
Nienawidzisz też twa dziewczyna,
a przeciwnie dziwne wiesz
A każdy mój wierz,
więc weź się nie wierczy,
prędzej zrozum tę treść
Traci sierć,
gdy wychodzi single nowy,
zostaniesz singlem,
bądź pozdrowiony
Moim serdecznym,
szczerym,
środkowym,
bardziej interesującym jest twój rap podwórkowy
Do kurwy nędzy,
ja też nie mam pieniędzy i pomiędzy tym,
kiedy piszę teksty czuję wenę,
notabene
Pieprzę ciebie,
to śmieszne,
podziemie wierzę w siebie,
kiedy upalam swoją twarzą na ziemię
Nie zdzierżę,
twierdzę w góry dupy,
życie godne,
krzywić mordę?
Już nie modne udawać kogoś, kim się nie jest
Nonsens, nie pouczę mnie, bo masz meko pod nosem
Do tego,
by wykonać misję,
ojej,
umyj sobie kaleko,
co na wizję,
co jest?
Hej,
tu jesz daleko,
schowany za monitorem,
prosta,
jesteś dorosną pizną,
będącą chorem
Tchórzym,
mam własne zdanie w rap,
grzej już,
wykonując zadanie,
eliminuję pełnej kurzu
Mam alergie na przekaz swego pałaczu,
łaku,
czerpię energię z tych martwych niedopałków
Traku przeterminowany,
jak kanapki w maku buraku,
mam hektoliter argumentów,
baku
Nie masz stylu,
tylu skill co kontraktu,
brak taktu do rapaktu,
nie pomoże może kontraktów
Roboto i estra, konwencja,
fake, telewizja i fejm i nic więcej
To nie jest rap,
tylko pop,
trudno nie ogarniesz tych lirycznych bomb,
no bo mimo wszystko stajesz jak The Stomp Top
Ty no stop,
pierdolisz,
że to nie jest hip-hop,
co za kolos,
sprzedał się w talent show
Pedał w dziwnym flow,
wydaje legalne solo,
bolą go pewnie te hejty na necie
Partia na szkło to nigdy nie przejdzie,
po ziemi go zjedzie,
ja zjem go na wolnym
Chuj pierdolony,
chłopczyk nieudolny,
tylu jest zdolnych,
a wciąż siedzą na ławce z tym rapem bezpodnym o dzika i trawce
Zaraz się zatracę przy tej waszej zajawce,
tak nawiasem żartowałem,
sekundy nie stracę
Na te wasze monotematyczne prace odbijające się dwudniowym kacem,
zaraz się popłaczę ze śmiechu chyba,
gdy patrzę i czytam te hejty z nudów rzygam
Chcę więcej obeg,
nie mogę żyć bezpewnej,
jest niedotarmym do ludzi przez budowanie kogoś,
kim nie jestem przecież
Jeżdżę autobusem,
nie mercedesem,
też z pełnym kredensem tekstu w mojej głowie,
nie opowiem tobie tego co chcę,
nawet połowie nie starczy mi życia
Póki co korzystam,
rzygam,
krwią z podniebienia moje rymy,
dobrze trwam,
a nie jak na punkcie beatów,
bez hitu,
bez limitu,
ma patentu,
bez liku
Wartyś piku,
nigdy nie zrobisz hitów,
przeciwieństwa do ciebie,
nie opowiadam mitów,
weź mi to z cierpienia,
gdy więcej nie mówisz,
dziś nagrasz na mnie ***
Bitch please
Roboto i jest rap,
komencja fake,
telewizja i fame i nic więcej
Nie są już lata 90,
więc kąd już gadać o 5 przez 10,
jaki ma mieć styl,
poziom,
rytm,
wielokrotny rym,
jak przyspieszyć w tym
Nie jest ci wstyd dyktować co i gdzie z tym,
że ja jestem w tym,
ty panie no wady w pizdzie,
no nejmie
Co ty wiesz o fejmie,
rozgrzej mnie twoja babe,
ty uliczny do game'ie,
obejdzie się,
nie odnajdziesz już jej,
zasypiaj,
budzi się przy muzyce,
mej
Ojej,
wiesz,
że woli moją muzę,
twoje już słucha,
pod twoim przymusem,
nie będę patusem,
polskie rap muzyce tworzy własną legendę,
wykołbiem się na klasyce
Liro i TTP,
zet beterań i rapu,
charakter nie MC,
olewaj,
zetamatę tabu,
mam wiele wizji,
działam konsekwentnie,
widząc telewizję mnie uznałeś za komercję
Kontrowersje czynię tym,
że cię wyróżniam,
nie jestem jak tamci,
ludzie tak wkurwiam,
skocz i wydupniam,
czy ty chcesz być jak Doniu,
tylko bonu z RPK,
Hem,
gruj,
słoniu
Dość już,
żadnej z tych światów mam własnej,
bez lansu,
blogów,
gratul,
szuka z jasnym biały,
to ściema,
skillsów nie ma,
nie jebać go,
nie jebać,
to kopia Eminema
No bo to nie jest rap,
komplecja, fake, telewizja i fame i nic więcej
No bo to nie jest rap,
komplecja, fake, telewizja i fame i nic więcej
No bo to nie jest rap,
komplecja,
fake,
telewizja i fame i nic więcej No bo to nie jest rap,
komplecja, fake, telewizja i fame i nic więcej