Znowu jesień wjeżdża mi na banie.
Znowu myślę tylko o ucierce.
Zapijemy smutki żar w planie.
Potem wrócę pierwszy by wytrzeźwieć.
Trudno się uwolnić od nawyków.
Ciągle mam przy sobie zatajniczkę.
Nagle bardzo tęsknię do ninetiesów.
Wszystko było wtedy trochę lepsze.
Nikogo nie ma dziś
na zewnątrz.
Dzisiaj nie tańczy nikt nad Wisłą.
Asfalt się błyszczy tak jak srebrą.
Kolejny raz to nic,
to wszystko.
Bliżej domu poznaję reklamę.
Lata chwila padnie mi telefon.
Czuję się jak przeterminowany.
Jutro zaplanuję sobie detox.
Czasem kręcicie tu kilkotypów.
W klatce majonelka albo orła.
Pewni, że obroni ich sam Chrystus.
Chcieliby wykazać się na wojnach.
Nikogo nie ma dziś
na zewnątrz.
Dzisiaj nie tańczy nikt nad Wisłą.
Asfalt się błyszczy tak jak srebrą.
Kolejny raz to nic,
to wszystko.
Wszystko.
Nikogo nie ma dziś na zewnątrz.
Dzisiaj nie tańczy
nikt nad Wisłą.
Asfalt się błyszczy tak jak srebrą.
Kolejny raz to nic,
to wszystko.
Wszystko.