Z domu wyrwałam się,
nagle hamulców pisk.
Zamykam oczy i zderzaka dotyk i życie ratujesz mi.
Ty,
ta briolet jak z mego snu, lawina białego psu.
Szampana już dosyć,
minęło północy i parkiet mi leci spod stóp.
Obejmij mnie,
nic nie mów nie.
Niech wokół wszyscy widzą,
jak
z nami jest.
Obejmij mnie i nie mów nie.
Miasto mokre od łez,
w głowie ten cały jazz.
Powieki lecą,
lecz rozum dyktuje,
że na finał za wcześnie jest.
Powietrze chłodne jak sień,
ale jechodźmy się przejść.
Brakuje mi ludzi,
pomniki obudzić,
niech podziwiają nas też.
Obejmij mnie,
nic nie mów nie.
Niech wokół wszyscy widzą,
jak
ja kocham cię.
Obejmij mnie i nie mów nic.
W miejscu zazwyczaj
kończą się syny.
Ja się niczego nie boję
i dobrze znam swoją rolę.
Każdy z nas w życiu ma prawo raz jeden zapomnieć się.
Obejmij mnie, nic nie mów nic.
Bo w takim
miejscu zazwyczaj skończą się syny.