Muszę się chyba popisać do Majka,
jeżeli przed chwilą leżał w paszkomacie
Chcę wreszcie coś ucieknąć,
daj innego niż migrę,
nie bóle podacie
Wizję na różnych przystankach,
przy różnych kolacjach i którejś zjoparze
Nie rzuciłem nikotyny,
czy przyszłość poparzę się jeszcze okazję
Chyba w analogie zdarzeń,
nie ma drugiego tu takiego jak ja
Do dzisiaj żyję w kosmosie,
w nim lubię się łudzić,
że nie było takie jak te
W życiu wystarczy mi wrażeń,
bo mam wrażenie,
że tyle wystarcza
Nie mogę jeszcze umierać,
tyle do zrobienia,
zanim sam obrócę się w pył
Zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył
Pełna popilniczka,
tłuna wintlak właśnie tak wygląda Ciągle wyżej,
jakbym rosło w skrzydła,
nie wstydzę się tego co właśnie osiągam
Troposfera,
potem stratosfera,
chociażbym nie stracił jakbym szedł po trupach Jestem grafomanem,
świecie mitomanów,
ale nic nie szkodzi,
bo mi dobrze tutaj
Wszędzie neoma porozrzucane i się w sumie zgadza,
bo ja chyba dżem,
łap pojebane,
tu jest pojebane jak daleko,
a zarazem blisko nieba
Jestem pewny,
ale niekoniecznie,
przester wszędzie,
póki głośnik jebnie,
wpadam w pościg,
a nie wpadam w pościg,
bo nie czego pragnę,
mimo że to pewne
Chyba w analogie zdarzeń,
nie ma drugiego tu takiego jak ja Do dzisiaj żyję w kosmosie,
w nim lubię się łudzić,
że nie było takie jak te
W życiu wystarczy mi wrażeń,
bo mam wrażenie,
że tyle wystarcza,
nie mogę jeszcze umierać,
tyle do zrobienia zanim sam obrócę się w pył
Zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył,
zanim obrócę w pył