Wszystkie sekundy są godzinami
Kolejną dobę walczysz ze swoimi słabościami
Chcemy więcej, ciągle nam mało
Wszystko ma być idealne, nawet twoje ciało
Dla kogo chcesz tak dnać i po co ci ***?
Wracasz do niego nocą bez słów,
bo trzeba wstać o świcie
Czy jeszcze można to nazwać życiem?
Kiedy na końcu spotkam się?
Nie będziemy pamiętać o tym, co złem
W blaknu smutki spierze się krew
Pomimo, że wieki nie chciała znieść
Dymuflujemy nasze słabości
Wciąż udajemy, że nie mamy w sobie wrażliwości
Wymieniamy czyzna waluty By potem brakowało czasu wydać to na bzdury
Dla kogo chcesz tak dnać i po co ci ***?
Wracasz do niego nocą bez słów,
bo trzeba wstać o świcie
Czy jeszcze można to nazwać życiem?
Kiedy na końcu spotkam się?
Nie będziemy pamiętać o tym, co złem
W blaknu smutki spierze się krew
Pomimo, że wieki nie chciała znieść
Kiedy na końcu spotkam się?
Nie będziemy pamiętać o tym, co złem
W blaknu smutki spierze się krew
Pomimo, że wieki nie chciała znieść