Ej,
zacznę sobie czytać wiersze,
może to otworzy głowę na to,
czego nie widziałem jeszcze.
Nie czuję się dobrze w mieście,
to powietrze zamulone wcale nie pomaga patrzeć lężej.
Tyle miejsc do zobaczenia,
no to czemu miałbym patrzeć wężej?
To powietrze zamulone strasznie nie pomaga,
nic nie poradzę na to.
Jak mam odnaleźć się w mieście miał mi pokazać tato.
Kawę piję gorzką,
czarną,
żeby było równo cukier ościeńczą herbatą.
Jestem trochę swój, trochę inny.
Niefortunny dobór słów, dobra, nevermind.
Z ducha odszepuję kurz, jestem winny.
O to co z góry dostałem zapomniałem dbać.
Gdzie mnie dziś poniosą wody?
Mam nadzieję, że nie tam gdzie kłody.
Jestem za młody na to,
żeby ciągle liczyć szkody.
Czasu na to szkoda mi.
Zacznę sobie czytać wiersze,
może to otworzy głowę na to,
czego nie widziałem jeszcze.
Nie czuję się dobrze w mieście,
to powietrze zamulone wcale nie pomaga patrzeć lężej.
Jezioro albo w góry gdzieś bez rozpraszaczy.
Skupiam się tylko na jestem,
nikt mnie nie zobaczy.
Wieczorami bez pośpiechu się spaceram,
raczej jak nie ma ochoty,
no to nie ma.
Naleję herbaty.
Gdzie mnie dziś poniosą wody?
Mam nadzieję, że nie tam gdzie kłody.
Jestem za młody na to,
żeby ciągle liczyć szkody.
Czasu na to szkoda mi.
Zacznę sobie czytać wiersze,
może to otworzy głowę na to,
czego nie widziałem jeszcze.
Nie czuję się dobrze w mieście,
to powietrze zamulone wcale nie pomaga patrzeć lężej.
Cyje miejsc do zobaczenia,
no to czemu miałbym patrzeć lężej?
To powietrze zamulone strasznie nie pomaga.