Z morskich fal, z łanów z bólu
nadchodzę.
Kocham was,
gdy kochać chcę,
mówię pas,
gdy znudzę się.
Z morskich fal, z łanów z bólu nadchodzę.
Kocham was,
gdy kochać chcę,
mówię pas,
gdy znudzę się.
W górach jestem owieczką,
coś się wspina na szczyt.
A na morzu łódeczką,
która czeka na świt.
Mówią o mnie dzikuska,
pachnę słońcem i snem.
Żyję wolna jak Mustang, między nocą i dniem.
Bo ja jestem dzikuską, prędką rzeką wśród skał.
Niepotrzebne mi lustro i pałace i szał.
Moja pani przyroda,
wolny wicher mój pan.
W dzikich mieszkam jagodach,
różą kłaniam się wam.
Z morskich fal, z łanów z bólu nadchodzę.
Kocham was, gdy kochać chcę,
mówię pas, gdy znudzę się.
Pozostanę dzikuską, nie usili mnie ślub.
Wolę kieszeń mieć pustą, niż łańcuchy u stóp.
Bo nie dla mnie są pęta,
nie ujrzycie mych łez.
Wiem jak dzikie zwierzęta,
że nie wola to kres.
Proszę kochać mnie taką,
jaką przywiał mnie wiatr.
I
darować mnie ptakom,
kiedy wezwie mnie świat.
Z morskich fal, z łanów z bólu nadchodzę.
Kocham was,
gdy kochać chcę,
mówię pas,
gdy znudzę się.
Z morskich fal, z łanów z bólu nadchodzę.
Kocham was, gdy kochać chcę,
mówię pas, gdy znudzę się.
Z morskich fal, z łanów z bólu nadchodzę.
Kocham was, gdy kochać chcę,
mówię pas, gdy znudzę się.
Z morskich fal, z łanów z bólu nadchodzę.
Kocham was, gdy kochać chcę,
mówię pas, gdy znudzę się.