Na śnieg leży kultańska czapka,
do niej przypięta zaęcza łapka.
Kto tu przechodzi,
kto tu przebiega,
kto tak beztrasko tańczył na śniega?
Nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam.
Po zimnej rzece przepływa obłok,
biedny tłaczy tobołek obok.
Kto tu przepływał,
kto się przeprawiał na krach lodowy,
skoki wyprawiał.
Nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam.
Hej, hej, hej, hej!
To ja,
to dylgsof biszczaw,
to ja,
to dydgniec noca,
spytajcie o mnie każdego gmioda,
spytajcie o mnie wylewurmistrza.
To on, to ty, sowistko, to on, to król Hultajów,
z fałonem wiatrem pęci po kraju,
co tani ziemię ciemno oczyszcza.
Tak siak,
jak tak,
tak siak,
jak tak,
tak siak,
jak tak,
tak siak,
jak tak.
Na placu kaźni oprawca czeka,
nagle mu topór z ręki ucieka.
Kto tu przechodził,
kto się wyprawił,
wykpił oprawcę,
ofiarę zbawił.
Nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam,
nam.
W mrocznej kaplicy dziewczynę czuło,
z chciwym staruchem ksiądz wiąże stuło.
Kto tu przyleciał,
kto porwał panne na czystych pieszczo,
łąki poranne.
Nam, nam, nam, nam,
hej, hej, hej, hej.
To ja, to ty, sowistko, to ja, to dydlniec noca.
Spytajcie o mnie każdego pniota,
spytajcie o mnie,
byle burmistrza.
To on,
to ty,
sowistko,
to on,
to król Hultaju,
z powolnym wiatrem pędzi po kraju,
co tani ziemie ciemno oczyścza.
Tam, tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam,
tam.
Przerwa nad światem Hultaj,
sowistko!