O o o o o o o.
Po pracy do chaty tworzę asyl,
plan,
remisje,
fazy.
Co mi się marzy i spokój i cisza, to moja wizja.
A za oknem maski,
zaszyfrowany świat,
no i ten fałsz.
Ta gonitwa, czuję jakby to była bitwa.
Nie chcę już walczyć,
nie chcę uciekać,
tak mi się marzy.
Wcisnę na chwilę stop i pomyślę,
za milk na przeczekam,
może się doczekam.
Wcisnę na chwilę stop.
Dusza dusi się i znowu łek kawy.
Głęboko wpuca więsty *** szary.
Już kolejne rany.
Dusza dusi się i znowu łek kawy.
Głęboko wpuca więsty *** szary.
Woko wpuca, więc ty *** szary
Dusza dusi się, więc znowu łek w kawę
Kolejny łek,
kolejny łek
Po pracy do chaty, cztery ściany
Uciekam pomarzyć, cele wyznaczyć
Tylko na oskupienie, dziś otoczenie
Reklamuje szczęście, wciska do oporu
Ja wolę być, nie żyć w kłamstwie
Po co mi to mieć?
Nic nie wartę, walczę o prawdę
Wartości bogatsze, te niematerialne
Wcisnę na chwilę stop i pomyślę
Zamilknę, przeczekam, może się doczekam
Wcisnę na chwilę stop
Dusza dusi się, więc znowu łek w kawę
Głęboko wpuca, więc ty *** szary
Dusza dusi się, więc znowu łek w kawę
Głęboko wpuca, wzrusz kolejne rany
Georgi Pünüzler
Gatge
LBB
*** szary,
dusza dusi się,
i znowu łeci szary,
kolejny łyk,
kolejny łyk,
yeah
Đang Cập Nhật
Đang Cập Nhật