To była jedna z tras, tak z miast do miast.
W hotelu jakiś bal i późna noc.
Po białym tangu walc, aż parkier wzblanł.
Niezdarnie kilka par
łapało takt.
Biedny walc,
biedny walc,
stracił wszystko to co miał.
Nawet to słynne raz, dwa, trzy.
Biedny walc,
biedny walc,
stracił wszystko to co miał.
Biedny walc, stracił on, a my.
Nie mogłem tego znieść, tych smutnych scen.
Ruszyłem wolno tam,
gdzie zespół grał.
Basista walknot wziął
i spytał,
co?
Niech zabrzmi byle co.
Nie walc, nie walc.
Biedny walc,
biedny walc,
stracił wszystko to co miał.
Nawet to słynne raz, dwa, trzy.
Gdzie ten walc,
gdzie ten walc,
elegancja wielkich sal.
Prosty dzień, lekkość, gracja, styl.
Biedny walc,
biedny walc,
stracił wszystko to co miał.
Nawet to słynne raz, dwa, trzy.
Biedny walc,
biedny walc,
stracił wszystko to co miał.
Biedny walc,
stracił on, a my.
Biedny walc,
biedny walc,
stracił wszystko to co miał.
Nawet to słynne raz, dwa, trzy.
Gdzie ten walc,
gdzie ten walc,
elegancja wielkich sal.
Prosty dzień, lekkość, gracja, styl.
Biedny walc,
biedny walc,
stracił wszystko to co miał.