Oh Himokrzeziu są mi cisną pisli, bo kurwa głośno mówię, o tym o czym myślę wszyscy Hip hop klik klik, follow up siada jeden jak parol, bo wyglądasz jak pedał i nawijasz tak samo psycho, Jak przestanę pić, popełnię samowójstwo A jak nie przestanę to wiem się że coś nie halo z trzynstką Chuj w to, wracam z połówką na pop górko Jak chcesz nam coś zarzucić to weź nam zarzuć twórkom Żaden wygryw, raczej sen osiedli zwykł Gdzie chłopaki tylko ładnie życą, nie wciąż prężyć wilki Ty, weź ich wygnij za to, że im się już nie chcę wstydzić A dobre ciuchy widzieć w szafach chcą, a nie przez szyby Zamiast się zająć życiem, poświęciłem czas dla rapky A kurwa gnoje chcą zarzucić, mi tu brak zajawki To ja pierdolę wasz szacunek, dawaj hajs na Nike Już za te propsy mi się nie chce stawać w szranki Pedały, wszystko poszło w złą stronę, trzeba łapać z rastery Jak chcesz mi przeszkodzić to powalczę Nie będę brał już tych kroków na sen Prawie przestałem swoją szansę To almost famous, sucho krew na butach, smutko żały Nie leczmy pierwszym razem, nie ma sprawy, wróć poprawić ... Leszcze chcą mi coś powiedzieć, idzie budząc średnio Mam ich zdanie w chuju, tak jak miałem grubą cZD-20 Mówili że podziemie to jak gibać się na sreczko Siedem lat, rucham scenę drzema, minutami w styczni Chcą mnie zabić, pomyślę sam Taki stan jakby mnie wyjebał system też bym pewnie czytał w spa Szary cement w baniach, nie wierzę twoim oczom Nie chcę wiedzieć o czym gadasz i z kiem i kurwa po co Nie walczę o prawdę, manifestuję pogląd Że jak staje się przed Majkiem, trzeba ją mówić non stop Niejeden się tu zesrał jak mu kark kazał krutać Teraz myśli że ma przejścia z Mara Salvatrucha Ty weź wypierdalaj, jak cię złamała przemoc Nie kupuj naszych płyt, skończ z centralnego U nas świat ledwo zipie, zawsze jest za pięć wojna Z naszej perspektywy typiej i tak leżysz na powązkach To wszystko poszło w złą stronę, trzeba łapać za ser Jak chcesz mi przeszkodzić to powalczę Nie będę brał już tych wlochów na scenie Prawie przespałem swoją szansę To joint od Old Most Famous, zamknij kopary Jakbym chciał mieć pionów z Teprek to bym nagrał z Onarem Jakbym chciał tu Onara, możesz wiewać mi kosze Nawet się nie będę zbraniał, bo pójdę za ciosem Chuj wam w dupę, za słuchanie rapu z pizdy I możemy tak powiedzieć, bo nie o to walczyliśmy Żadne bagnety na broń, nie wycieram mordy księdom Wchodzę na ubite pole i zasiewam na nim rżysko Skocz mnie wkurdać, budzisz we mnie chamstwo Jak nie znajdę odwucha to cię trafię bałałajką Cokolwiek, byle moi ludzie mieli lepiej Jak chcesz to chodź na sztugę i tak kurwa odklepiesz Czuję wiarę w nas jak nigdy przedtem I ta płyta to ulica w tym skorumpowanym mieście Jebacz dobrą i złą prasę tu przekręcą i tak Jakbym był dziennikarzem też bym pewnie pisał w SPAC Mój ziom miał urlop, bo się trochę narzek, to się zdarza Nocna zmiana, parę kroków od cmentarza, to się zdarza Jak się dajesz ponieść to przepadasz, to cię zjada od środka bez komentarza, to się zdarza Trochę siana noszę w sztanach, helo stary śmieci Tak się kręci, co twój młodszy bracho ma w MP3 Dwa koła po dwa pięć, spoko, łykasz łatwy pięćnych I tak se rzeźbisz, a tu konkurencja wcale nie śpi Te same gęby wstrętne, każdy tylko pędzi mięśnie Kiepski western, gdzieś mieszałeś, wiesz kim jestem Blizna szpeci gębę, uczyła mi gieci w bęk-bęk Ty no kurwa dawaj siano, pieprzyć respekt, wow Poszła seria, proca zbieram, dobra teraz se to kitraj do klasera A jak chcesz głos zabierać, no to se HP nastyraj Albo jest siema, albo nie ma, chuj jak się nazywasz